Projekt współpracy LGD Dolina Sanu i LGD Trygon - Rozwój i Innowacja PROW, oś 4 Leader, działanie 421
Przenikanie KulturDziedzictwo Doliny Sanu

Zachowanie dziedzictwa kulturowego poprzez aktywizację i integrację społeczności lokalnej.

Przenikanie kultur

Kuchnia karpacka i regionalne smaki

Proziaki, fuczki, hreczanyki, kiszka ziemniaczana, gołąbki z kaszą gryczaną i zupa z suszonych grzybów. Kuchnia biedna, oparta na kilku surowcach, ale rozwinięta w sposób, który do dziś trzyma się na stołach.

Przepisy zebraliśmy podczas warsztatów w świetlicach wiejskich, od pań z kół gospodyń wiejskich z obszaru obu partnerskich LGD.

Kuchnia karpacka - regionalne potrawy Doliny Sanu i Pogórza

Kuchnia tego regionu wyrosła z gospodarki, w której mięso jadło się rzadko, a podstawą były ziemniaki, mąka żytnia i pszenna, kasza gryczana, kapusta, nabiał i to, co dało się zebrać w lesie. Brzmi ubogo, ale z tych kilku składników powstał zestaw potraw, które nadal robi się w domach i które co roku znikają pierwsze ze stoisk na Kermeszu.

Nie ma tu jednej "kuchni łemkowskiej" ani "kuchni bojkowskiej" w czystej postaci. Receptury krążyły między wsiami i między społecznościami, więc ta sama potrawa nosi trzy nazwy w promieniu dwudziestu kilometrów. Spisujemy je razem z informacją, skąd konkretna wersja pochodzi, bo różnice w proporcjach potrafią być spore.

Proziaki - podstawa, od której wszystko się zaczyna

Proziaki to placki z mąki pszennej i kwaśnego mleka albo maślanki, spulchniane sodą oczyszczoną. Nazwa bierze się właśnie od sody, czyli dawnej "prozy". Piecze się je na suchej patelni albo na blasze pieca, bez tłuszczu, po kilka minut z każdej strony. Ciasto ma być miękkie i lekko klejące, więc nie da się go dobrze wyrobić na sztywno, i to jest normalne.

Najczęstszy błąd to wsypanie zbyt dużej ilości sody. Wystarczy pół łyżeczki na pół kilograma mąki. Przy większej ilości proziaki wychodzą szare, gorzkawe i mają wyraźny posmak chemiczny, którego nie da się już niczym zamaskować. Drugi błąd to zbyt gorąca patelnia. Wtedy z zewnątrz jest ciemna skórka, a środek zostaje surowy. Prawidłowo upieczony proziak jest jasny z ciemnymi plamkami, sprężysty i po przekrojeniu ma równomierną, lekko wilgotną strukturę.

Podaje się je na ciepło, ze smalcem, masłem, białym serem albo z powidłami. W wersji obiadowej rozcina się je i wypełnia farszem. Na drugi dzień twardnieją, więc odgrzewa się je krótko na patelni pod przykryciem.

Fuczki, hreczanyki i kiszka ziemniaczana

Fuczki to placki z kiszonej kapusty i mąki, smażone na tłuszczu. Kapustę trzeba wcześniej odcisnąć i drobno posiekać, inaczej placek się rozpada i nie chce się zrumienić. Zwykle dodaje się jajko i szczyptę mąki ziemniaczanej dla związania masy. Smakują wyraźnie kwaśno, więc podaje się je ze śmietaną.

Hreczanyki bazują na kaszy gryczanej. W wersji podstawowej to kotleciki z ugotowanej kaszy z jajkiem i cebulą, czasem z dodatkiem mielonego mięsa. Kasza musi być ugotowana na sypko i wystudzona, bo z ciepłej nie ulepisz nic sensownego. Formuje się je płasko, obtacza w bułce tartej i smaży.

Kiszka ziemniaczana, w niektórych wsiach nazywana pieczonką, to starte surowe ziemniaki wymieszane z podsmażoną cebulą, słoniną i przyprawami, nadziane do jelita albo upieczone w formie. Kluczowa jest proporcja ziemniaków tartych do gotowanych. Za dużo surowych i masa jest wodnista, za mało i wychodzi ci zwykłe purée w osłonce. Praktyka mówi mniej więcej cztery części surowych na jedną gotowaną, ale zależy to od odmiany ziemniaka i zawartości skrobi.

PotrawaPodstawaSposób przygotowaniaTypowy błąd
ProziakiMąka pszenna, kwaśne mleko, sodaPieczone na suchej patelniNadmiar sody, gorzki posmak
FuczkiKiszona kapusta, mąka, jajkoSmażone na tłuszczuNieodciśnięta kapusta
HreczanykiKasza gryczana, jajko, cebulaFormowane i smażoneCiepła kasza, masa się rozpada
Kiszka ziemniaczanaZiemniaki surowe i gotowane, słoninaPieczona w jelicie lub w formieZła proporcja ziemniaków
Gołąbki z grykąKapusta, kasza gryczana, grzybyDuszone w sosieZbyt twarde liście kapusty
Zupa grzybowa na suszuPodgrzybki suszone, śmietanaGotowana na wywarze warzywnymWylany płyn z moczenia grzybów

Kiszenie, suszenie i przetwory na zimę

Konserwacja żywności była tu koniecznością, nie modą, bo zimą dowóz z miasta praktycznie nie istniał. Kapustę kiszono w dębowych beczkach, przekładając ją całymi liśćmi i jabłkami. Ogórki kiszono z chrzanem, koprem i liściem dębu albo wiśni, żeby garbniki utrzymały jędrność. Grzyby suszono nad piecem, na sznurku, i to właśnie suszone podgrzybki dają wywarowi ten mocny zapach, którego nie uzyskasz z mrożonych.

Powidła śliwkowe smażono w miedzianym kotle przez dwa albo trzy dni, mieszając niemal bez przerwy, bez dodatku cukru. Cukier w tej recepturze jest zbędny, bo śliwka węgierka po odparowaniu ma go wystarczająco. Największe ryzyko to przypalenie masy przy dnie, co psuje całą partię i czuć to nawet w niewielkim stężeniu. Dlatego powidła smażyło się wspólnie, na zmianę, i była to okazja towarzyska, a nie tylko praca.

Stół wigilijny i potrawy obrzędowe

Wigilia była tu najbardziej rozbudowanym posiłkiem w roku i miała ustaloną liczbę dań, zależnie od wsi dziewięć albo dwanaście. Zaczynano od kutii albo od pszenicy z makiem i miodem, potem szła zupa grzybowa lub barszcz, pierogi, kapusta z grochem, ryba i kompot z suszu. Wszystko postne, bez nabiału, co przy ówczesnych możliwościach było poważnym ograniczeniem.

W społecznościach greckokatolickich Wigilia wypadała trzynaście dni później, według kalendarza juliańskiego. W praktyce w wielu wsiach obchodzono więc dwa razy, bo sąsiedzi zapraszali się nawzajem. To jeden z tych szczegółów, które najlepiej pokazują, jak wyglądało tu codzienne przenikanie kultur zanim wojna przerwała ciągłość osadniczą.

Potrawy weselne były osobną kategorią. Podawano rosół, mięsa duszone, gołąbki i kołacz, czyli obrzędowe pieczywo dekorowane plecionkami z ciasta. Kołacz miał znaczenie symboliczne i jego wypiek powierzano konkretnym kobietom we wsi, uznawanym za dobre w tym fachu.

Gdzie tego spróbować dzisiaj

Najprościej na imprezie plenerowej, bo koła gospodyń wiejskich wystawiają wtedy pełen przekrój. Największą okazją jest Kermesz Karpackich Smaków, gdzie stoiska ustawiają się gminami i można porównać kilkanaście wersji tej samej potrawy obok siebie. Poza sezonem imprez zostają gospodarstwa agroturystyczne, które gotują na zamówienie, oraz kilka lokali w Sanoku i okolicy. Praktyczne informacje o dojazdach i noclegach zebraliśmy w dziale o turystyce kulturowej.

Dlaczego kuchnia karpacka wygląda tak, a nie inaczej

Żeby zrozumieć tę kuchnię, trzeba zacząć od gleby i wysokości nad poziomem morza. Na pogórzu i w dolinach karpackich gleby są kwaśne, płytkie i kamieniste, a sezon wegetacyjny krótszy niż na nizinach o kilka tygodni. Pszenica rodziła się słabo, więc dominowało żyto, owies i jęczmień, a od dziewiętnastego wieku ziemniak, który na tych glebach radził sobie zaskakująco dobrze. Kasza gryczana weszła do menu z tego samego powodu, bo gryka toleruje ubogie stanowiska i dojrzewa szybko. To nie były wybory smakowe, tylko konsekwencja tego, co dawało się wyhodować bez nawozów.

Mięso pojawiało się na stole kilka razy w roku i to głównie wieprzowe, ze świniobicia przed świętami. Reszta roku opierała się na nabiale, jajkach i tłuszczu w postaci słoniny. Dlatego tak wiele tutejszych potraw ma tę samą konstrukcję: baza skrobiowa, tłuszcz i coś kwaśnego dla przełamania. Ziemniak ze skwarkami i kwaśnym mlekiem, placek z kapustą kiszoną i śmietaną, pierogi ze smalcem. Kwas był ważny nie tylko dla smaku, ale i dlatego, że kiszonki dostarczały witaminy C przez całą zimę, kiedy świeżych warzyw nie było w ogóle.

Wpływy z zewnątrz też widać wyraźnie, chociaż nie zawsze da się je precyzyjnie datować. Od strony węgierskiej przez przełęcze przyszła papryka i sposób przyrządzania gulaszowego mięsa, choć w wersji zubożonej i rzadziej stosowanej niż na południu. Kuchnia żydowska zostawiła ślad w postaci pieczywa na zakwasie, wypieków z makiem i traktowania gęsiny. Ruskie wsie wniosły kaszę gryczaną w wielu wariantach oraz kutię. Osadnicy niemieccy z okresu józefińskiego przywieźli własne sposoby przetwórstwa mleka. Wszystko to zmieszało się w ciągu dwustu lat na tyle dokładnie, że dzisiaj rozdzielanie tego na czystą kuchnię jednej grupy jest raczej ćwiczeniem akademickim niż opisem rzeczywistości.

Jeśli chcesz gotować te potrawy u siebie, pamiętaj o kilku rzeczach, które w oryginalnych przepisach są przemilczane, bo dawniej były oczywiste. Po pierwsze surowce. Ziemniak z supermarketu ma inną zawartość skrobi niż odmiany uprawiane tu dawniej, więc do kiszki ziemniaczanej lepiej wziąć typ mączysty, a nie sałatkowy. Kwaśne mleko to nie to samo co maślanka ani kefir, ma inną kwasowość i gęstość, co zmienia reakcję z sodą. Po drugie tłuszcz. Smalec ze skwarkami z prawdziwej słoniny daje zupełnie inny efekt niż olej i w tych recepturach nie ma sensownego zamiennika. Po trzecie temperatura. Dawne piece grzały łagodnie i długo, dzisiejsze płyty indukcyjne dają szok cieplny, przez co placki przypalają się z wierzchu.

Osobna sprawa to gramatura. W przepisach zebranych od starszych osób proporcje są opisowe, w stylu "mąki tyle, ile ciasto weźmie". To nie jest niechlujstwo, tylko konsekwencja tego, że mąka miała zmienną wilgotność, a jajka różną wielkość. Kiedy przeliczasz taki przepis na gramy, zawsze zostawiaj sobie margines i dodawaj mąkę stopniowo. Najlepsze rezultaty dostaniesz, robiąc daną potrawę trzy albo cztery razy i notując, co poprawić. Pierwsza próba prawie nigdy nie wychodzi tak, jak powinna, i to jest zupełnie normalne.

Wreszcie kwestia, o której rzadko się mówi: te potrawy były jedzone w kontekście ciężkiej pracy fizycznej. Placek ze smalcem miał dostarczyć kalorii komuś, kto od świtu kosił albo woził drewno. Przełożenie tego na dzisiejszy tryb życia bez żadnej modyfikacji oznacza po prostu bardzo tłusty posiłek. Nie trzeba z tego rezygnować, ale warto traktować to jako danie okazjonalne, a nie codzienne. Więcej o wydarzeniach, na których można spróbować pełnego przekroju regionalnej kuchni, piszemy w dziale o Kermeszu i folklorze, a kontekst kulturowy tych receptur opisujemy w części o dziedzictwie Doliny Sanu.